SWAT WARS
Fic ten jest wytworem mojej wyobraźni. Opisane sytuacje nigdy nie miały i nie będą miały miejsca (no może z wyjątkiem jednej) , a wszelakie zachowanie jego bohaterów jest tylko pobożnym życzeniem autora... Autor składa gorące podziękowania wszystkim którzy mniej lub bardziej dobrowolnie użyczyli swoich postaci do tego dzieła.
Jak zwykle greetz goes to SWAT memberz oraz jako nowość do mojego ulubionego gryzonia: Mouse :)
SWAT WARS
Część I: Przebudzenie archanioła
Stoję na środku jakiegoś pustkowia. Nagle z nikąd pojawiają się czarne krucze pióra, które zaczynają wirować wokół mnie. W błysku światła pojawia się postać w czarnej zbroi. Na twarzy ma czarną maskę. Kierowany instynktem zaczynam uciekać, nic to jednak nie pomaga. Postać jest ode mnie szybsza. W mgnieniu oka przegania mnie i wyciąga miecz. Próbuje się zatrzymać, lecz coś nadal pcha mnie do przodu prosto na hebanowe ostrze. Ostrze wbija się głęboko we mnie, przebija na wylot.
- Głupia śmierć - mruknąłem
Gasnącymi oczami widzę jak zza postaci w czerni wyłaniają się pozostali członkowie SWAT. Ich szyderczy śmiech wypełnia powietrze.
- Zdrajcy - pomyślałem - Wasze szczęście, że nie zdążę się już z wami policzyć...
Szok wywołany śmiercią wyrwał mnie ze snu.
- Cholera - mruknąłem - po raz pierwszy od kilku lat coś mi się śniło. Czyżby to był jakiś znak? A tam, to na pewno efekt wywołany stresem na uczelni. O fuck! Przecież dzisiaj koło z matmy! Dlaczego nie wybrałem innego kierunku... Już dziesiąta?
To zadziwiające jak szybko może poruszać się człowiek chcący zdążyć na autobus. Biegiem wpadłem na przystanek akurat w ostatnim momencie, aby wskoczyć do "9". Po krótkiej podróży znalazłem się przed uczelnią. Sołtys z dziewczynami palili przed wejściem.
- Cześć ludzie - zawołałem - jak samopoczucie przed matmą? Poczęstujcie fajką bo stres mnie zżera. Co się tak gapicie, brakuje mi czegoś?
- Nie - odpowiedział Sołtys - widzisz, jesteśmy świadkami dziwnego zjawiska. Nie więcej jak pięć minut temu wszedłeś do środka nawet się nie witając, a na próbę poczęstowania cię papierosem odpowiedziałeś, że to jest niezdrowe dla zdrowia.
- Pieprzysz...
- Nie - wtrąciła się Aneta - wszyscy to widzieliśmy.
- Niemożliwe, dopiero co podjechałem autobusem. Dostane tą fajkę czy nie?
- Tak, to nasz Profesor... Musieliśmy się pomylić, masz.
- Dzięki, już mi lepiej... Tytoń jest ohydny, ale przed kolokwium z matmy, to jedyna rzecz która mnie odstresia...
Po spaleniu fajki weszliśmy do środka.
- Co jest? - pomyślałem - Czuję się obserwowany... Eee tam, to pewnie stres przedkolokwialny.
Zajęcia i kółko informatyczne minęły aż za szybko. Ciągle jednak towarzyszyło mi uczucie obserwacji.
Jak zwierzę, które wie ze myśliwy ją namierza, jednak nie wie skąd.
- Cholera, życie jest piękne - mruknąłem wysiadając z autobusu - 3 punkty na 5 z matmy, sukces murowany. Psiakrew! Ktoś jednak mnie obserwuje.
Na ziemi wyraźnie rysował się drugi cień.
- Pokaż się kimkolwiek jesteś! - krzyknąłem otwierając w kieszeni nóż
- A jednak mnie zobaczyłeś - powiedziała postać zdejmując pole maskujące - nie jesteś tak durny jak myślałem
Postać weszła w krąg światła latarni. W tym momencie zaschło mi w gardle, to była ta sama postać którą widziałem we śnie...
- K-k-kim jesteś? - wyjąkałem
- Nie poznajesz mnie? - zdziwiła się postać - to przecież ja, a właściwie ty.
Postać zdjęła maskę, a mnie w tym momencie szczęka opadła na chodnik. Za maską znajdowała się moja twarz.
- Dark? To niemożliwe, jakim cudem?
- Pamiętasz swoje fice? Tam stworzyłeś drugi świat. Teraz dzięki luce w twojej chorej wyobraźni udało nam się przedostać tutaj.
- Ale po co?
- Żeby was zastąpić. Stwierdziliśmy, że zdecydowanie lepiej nadawalibyśmy się do waszych ról.
- Co on pieprzy? - pomyślałem - życie to nie rola w ficu. A jak macie zamiar to zrobić? - zapytałem - Przecież wasze oryginały żyją i mają się dobrze.
- Wyeliminujemy je - odpowiedział bez wahania Dark
- O k@#%&! - pomyślałem - widzę, że sposób myślenia też skopiowałem...
- Tak więc - ciągnął dalej Dark - jesteś przeszkodą na mojej drodze stworzycielu, przeszkodą którą należy usunąć...
- To może ja już pójdę? - powiedziałem wycofując się w stronę osiedla - Na razie! - krzyknąłem przechodząc w bieg - Pobiegnę do "Skauta", tam powinienem go zgubić - pomyślałem
Kiedy wbiegałem na pasaż "Skauta" Dark zniknął mi z oczu.
- Uff - pomyślałem - widocznie w tej zbroi ciężko się biega...
- Nie liczyłbym na to - usłyszałem głos spod sufitu - Jestem od ciebie szybszy - Dark opadł na ziemię - Czas umierać...
- Masz rację - powiedziałem wyciągając nóż - któryś z nas zginie, a który to zaraz się przekonamy... Stań do walki.
- Dobrze, dawno nie trenowałem, przyda mi się trochę rozrywki
Zamachnąłem się nożem i uderzyłem z całej siły w miejsce gdzie powinno znajdować się serce. Nóż pękł w kawałki, cóż zapomniałem, że Dark nosi zbroję...
- Wiesz co Dark? Poczekaj tu na mnie, zaraz wrócę - rzuciłem się do ucieczki - Mam nadzieję, że uda mi się zyskać trochę czasu - pomyślałem
- Wybierasz się gdzieś Yuumei? - zapytał Dark pojawiając się tuż przede mną - Wiesz, że nie mogę na to pozwolić. - rozległ się świst miecza i upadłem na chodnik - Ze strzaskanym kolanem daleko nie zajdziesz, tak samo jak z tą raną w brzuch - kopniak w twarz przewrócił mnie na plecy, wtedy Dark wbił mi miecz w żołądek - Koniec z tobą Yuu - powiedział Dark podnosząc mnie za gardło z ziemi.
- Przecież to się nie może tak skończyć - pomyślałem - Nie mogę zostać pokonany przez swoją kopię. Kopię? No jasne!
Ostatkiem sił wymierzyłem Darkowi kopniak w żołądek. Widocznie nie spodziewał się tego, gdyż mnie puścił.
- Widzę Yuumei, że nie chcesz umrzeć szybką śmiercią, dobrze postaram się aby jak najbardziej bolało |DEMONIC...
- Widzisz Dark - przerwałem mu podnosząc rękę do zmiany - jak już zauważyłeś, jesteś moją kopią, a kopia nigdy nie będzie lepsza od oryginału... Hell Power Make Up! No to teraz porozmawiamy - warknąłem - |SCYTHE OF SILENCE|
Wiązka energii uformowana na kształt ostrza kosy poleciała w kierunku Darka. Nie zdążył zrobić uniku, eksplozja wybiła szyby w promieniu 300 metrów.
- Jakim cudem? - zapytał Dark podnosząc się z ziemi - Przecież powinieneś być zwykłym człowiekiem!
- To długa historia - powiedziałem - Sam tak naprawdę nie wiem - dorzuciłem w myśli. |LAVA SPIKES| - pięć płonących ostrzy wbiło się w pierś Darka.
- Widzę, że nie mam wyjścia - powiedział Dark lecząc rany po ostrzach - Wzywam swoje najpotężniejsze zaklęcie: |HELLFIRE|
Stworzona przez Darka ściana ognia piekielnego runęła na mnie z całym impetem.
- Żegnaj Yuumei, nawet ty nie oprzesz się mocy ognia piekielnego - zaśmiał się Dark
- Jesteś tego pewien? - zapytałem wychodząc z obrębu ognia - Ja stworzyłem to zaklęcie, tak jak i wszystkie inne wykorzystujące ogień piekielny. Teraz ja ci coś pokażę: |DISEMPOWER|! Czyżbyś czuł się osłabiony? Nic dziwnego, odebrałem ci moc...
- To nie możliwe, nie możesz być aż tak potężny.
- Możliwe. Widzisz, kiedy tworzyłem twój świat zapragnąłem choć raz nie być wiecznym samotnikiem, lecz tak jak inni znaleźć swoją drugą połowę. Dlatego dałem ci tę część mnie która dawno umarła: uczucia... One staną się przyczyną twojej zguby. Gdybyś był dokładną kopią mnie, zabiłbyś mnie na przystanku nie wdając się w rozmowy. Teraz to się zemści - powiedziałem łapiąc go za gardło i podnosząc w górę - deja vu, co Dark? Oto ulepszona wersja twojego zaklęcia: |WILD HELLFIRE, BURN|! - płomienie ognia piekielnego wytrysnęły nam spod nóg formując słup ognia.
- Żegnaj 'Star - szepnął Dark - nie wypełniłem swego zadania... - w sekundę później został zmieniony w kupkę popiołu
- Bezużyteczny śmieć - mruknąłem pod nosem - No to trzeba zająć się WarStar. Przygotuj się 'Star, nadchodzi twoja zguba.
Można powiedzieć, że zjawiłem się w ostatniej chwili. 'Star już szykowała się do zadania omdlałej Gośce ostatecznego ciosu.
- Czy ty jesteś WarStar, drugi generał wojsk Śmierci? - zapytałem
- Tak, a kto pyta?
- Ten który zabił Darka i zaraz zabije ciebie. Szary archanioł, Yuumei... |CURSED CHAIN|. Ośmieliłaś się podnieść rękę na człowieka. To nie Dzień Sądu, karą za to jest śmierć.
Świst miecza i głowa 'Star upadła na trawnik. Zabrałem się za cucenie nieprzytomnej Gośki. Po paru uderzeniach w twarz doszła do siebie.
- Co się tutaj stało? - zapytała - Kim ty jesteś?
- Nic, wyszłaś przed dom i zemdlałaś, a ja jestem przypadkowym przechodniem. Żegnaj.
Gdy wracałem do Opola w mojej głowie rozległ się krzyk. Znałem ten głos.
Ech - pomyślałem - dzisiaj szybko spać nie pójdę...
Część II: Biały anioł, czarne serce...
Serika i Ann siedziały w pokoju i rozmawiały o różnych głupotach, Uriel zmywał naczynia. Nagle Serika zapytała zdziwionym głosem:
- Ann czy mu coś dzisiaj piłyśmy?
- Nie.
- To czemu widzę cię podwójnie?
- Co? Chociaż... ty też się rozdwoiłaś.
- To niemożliwe.
- A jednak - odezwały się odbicia - Pozwolicie, że się przedstawimy: Jestem Serika. A ja Ann.
- To kim my jesteśmy? - zapytała Ann
- Naszymi oryginałami. Widzicie, my jesteśmy waszymi kopiami, które Yuumei umieścił w swoich ficach. Dzięki zaburzeniom w jego psychice udało nam się przybyć do waszego świata i chciałybyśmy tu pozostać. Jest tylko jeden mały problem, nie mogą istnieć dwa identyczne egzemplarze danej osoby.
- Więc co trzeba zrobić?
- Są dwa wyjścia: oryginał musi zostać usunięty, lub kopia musi połączyć się z oryginałem...
- Eliminacja oryginału nie wchodzi w grę - mruknęła Serika - na czym polega to połączenie?
- Jest to połączenie wiedzy i przeżyć kopii z oryginałem.
- Czyli to co wiecie i umiecie przejdzie na nas, tak?
- W wielkim uogólnieniu można to tak ująć.
- Dobra - Serika zatarła ręce - ja się zgadzam. Ale się Yuu zdziwi jak mu kiedyś przyłożę wymyślonym przez niego zaklęciem.
- W takim wypadku ja też się zgadzam - dorzuciła Ann
- To dobrze - ucieszyły się kopie. W mgnieniu oka zmieniły stan skupienia na parę i wniknęły w ciała Seriki i Ann.
W chwilę potem do pokoju wszedł Uriel.
- Serika, muszę na chwile wyjść, wiesz obowiązki...
- Dobra, tylko szybko wracaj.
- Jasne.
Uriel wyszedł na ulicę. Było już ciemno, więc mógł spokojnie rozprostować skrzydła. Po kilku minutach lotu był na miejscu.
- Witaj kopio.
- Nie nazywaj mnie tak - odezwał się głos z zaułka - Nie jestem twoją kopią, wyrokiem sądu zostałem zamieniony w człowieka.
- To dlaczego mnie tu wezwałeś? - zapytał Uriel
- Żeby ci powiedzieć, że z mojej strony nie musisz się niczego obawiać. Ja chcę tylko żyć w spokoju, nie mam zamiaru stwarzać jakichkolwiek problemów.
- Rozumiem - powiedział Uriel wyjmując dwa pióra ze skrzydła - podejdź, chcę ci uścisnąć dłoń.
Kiedy kopia wyszła z zaułka Uriel rzucił piórami. Obydwa przebiły serce. Kopia upadła, a Uriel w pośpiechu opuścił miejsce zdarzenia. Zmaterializowałem się przy ciele dokładnie wtedy gdy ucichł krzyk w mojej głowie.
- Co tu się stało? - pomyślałem przykładając rękę do głowy martwej kopii - Mam nadzieję, że nie jest za późno.
Nie było. Pełny obraz ostatnich zdarzeń zmaterializował się w moim mózgu.
- Drań - pomyślałem - nic go nie usprawiedliwia. Zabił go z zimną krwią. Niech ja go tylko dopadnę... Tylko jak go znaleźć? Wrocław to w końcu całkiem duże miasto. Może jego dowódca będzie wiedział.
Chwilka koncentracji i znalazłem się w zaświatach. Przed wejściem do jednostki do której należał Uriel stało dwóch strażników.
- Chcę rozmawiać z dowódcą - zakomunikowałem
- A kim jesteś? - zapytali strażnicy
- Yuumei, szary archanioł - moja cierpliwość powoli się kończyła
- Chwileczkę - powiedział jeden z nich wykonując telefon - Niestety kapitan nie ma teraz czasu.
- Nie ma czasu mówicie? - straciłem panowanie nad sobą - Wy przeklęte białe pokraki. Hellfyre mode on! Powiedzcie kapitanowi, że po niego idę.
- Stój nie możemy cię przepuścić!
- Gadaj zdrów - powiedziałem rozcinając go na pól, drugi przed śmiercią zdążył włączyć alarm - No cóż - mruknąłem - o jeden biały oddział mniej...
Uśmiech zagościł na mojej twarzy, kiedy przerąbywałem się przez szeregi białych aniołów, aż dotarłem do drzwi z napisem "Dowódca". Kopniak w drzwi wystarczył aby znaleźć się w środku.
- Biały kapitan - pomyślałem - wygląda najwyżej na sierżanta... Dlaczego odmówiłeś mi wizyty wiedząc kim jestem - zapytałem przykładając mu miecz do gardła - Czy mam ci przypomnieć jakie są uprawnienia szarych archaniołów?
- Przepraszam - wyjąkał kapitan - to się więcej nie powtórzy...
- Myślę - warknąłem - a teraz potrzebuję informacji o aniele imieniem Uriel.
- Chwileczkę - kapitan podbiegł do biurka i wystukał coś na komputerze - Proszę, aktualizowane w tamtym tygodniu.
- Dzięki. I obyśmy się za szybko nie spotkali - dorzuciłem wychodząc
- Oby nigdy - mruknął kapitan
- Coś mówiłeś?
- Nic, nic... Udanego polowania!
Po kilku sekundach byłem przed drzwiami Seriki. Pobieżny skan wnętrza zlokalizował Uriela w łazience.
- Mam cię draniu - szepnąłem
Szybka teleportacja i znalazłem się tuż za Urielem.
- Witam, mam do ciebie sprawę - powiedziałem łapiąc go za kark - Wiesz co grozi aniołom za przestępstwo?
- Serika, ratuj! - wydarł się Uriel - Chcą mnie zabić!
- Co tu się dzieje? - zapytała Serika wpadając do łazienki
- Do widzenia - powiedziałem wyteleportowując się razem z Urielem na ulicę
- Słuchaj draniu - powiedziałem - za to co dzisiaj zrobiłeś powinieneś umrzeć...
- A kim ty jesteś, by grozić aniołowi?
- Yuumei, szary dowódca w randze archanioła.
- O k@#$% ... Ale co szara armia chce od zwykłego białego anioła?
- Zabiłeś człowieka, w dodatku człowieka który był moim przyjacielem...
- Zostaw go, kimkolwiek jesteś! - usłyszałem za swoimi plecami
- Widzę, że kawaleria przybyła ci na odsiecz - mruknąłem do Uriela - Siedź tu spokojnie i się nie ruszaj, zaraz do ciebie wrócę. Serika, Ann czy naprawdę chcecie mnie zaatakować? - zwróciłem się do osłupiałych Jelly Senshi
- Jeżeli go nie zostawisz w spokoju to tak. A kim ty tak właściwie jesteś, że znasz nasze imiona?
- Zgadnij - powiedziałem ściągając maskę
- Yuumei - zdziwiła się Serika - Zostawisz go czy nie?
- Jest mi ogromnie przykro, ale on musi otrzymać karę, na jaką zasłużył.
- A więc nie dajesz mi wyboru... SexBomba!
Pocisk Seriki odbił się od mojej wyciągniętej ręki i poszybował w przestrzen.
- Moja kolej - powiedziała Ann - Jelly Revolution!
- Daj spokój - prychnąłem - kisiel? Masz, powiedz czy smaczny - wytworzone przeze mnie pole siłowe zepchnęło kisiel na Ann
- No dobra Yuu - powiedziała Serika - Sam mnie do tego zmusiłeś: Perverted brain!
- I co? Wywołujesz falę iluzji które zalewają mózg. Pozwól, że ja ci coś pokażę...|ILLUSION CHAOS|!
Światłość otoczyła Serikę, która w tym momencie znieruchomiała.
- No to wracamy do Uriela - powiedziałem - Widzisz aniołku, za to co zrobiłeś powinieneś zostać ukarany śmiercią, lecz biorąc pod uwagę, że to niczego by cię nie nauczyło wpadłem na lepszy pomysł.
W miarę jak zbliżałem się do niego kula energii w mojej prawej dłoni powiększała się, a Uriel bladł coraz bardziej. Widocznie rozpoznał inkantację zaklęcia napiętnowania.
- Oto twoja kara - powiedziałem przykładając mu kulę energii do twarzy - Dla śmiertelników zmiana ta będzie niezauważalna, lecz w zaświatach każdy zobaczy twoją zeszpeconą twarz... Będziesz cierpiał podwójnie. Raz, że na Ziemi każdy będzie podziwiał coś czego nie ma, a dwa, ze twoi się od ciebie odwrócą. Żegnaj morderco, pomyśl, czy ci się to opłacało - powiedziałem teleportując się do domu.
Tymczasem Serika i Ann doszły do siebie i podbiegły do leżącego na ziemi Uriela.
- Jakie szczęście, że nic ci się nie stało - powiedziała Serika
Wrzask Uriela rozniósł się po całej dzielnicy...
Część III: Wrocławskie przepały
Witek spał spokojnie. W końcu semestr dopiero się zaczął, biedni studenci mieli trochę czasu przed czekającymi ich mękami. Jego sen był na tyle twardy ,aby nie zauważyć pojawienia się w pokoju złowrogiego cienia. Kopia podeszła do śpiącego Witka z wyciągniętymi do duszenia rękami. Nie wiadomo jednak czemu, ale zmieniła zamiar i połączyła się z nim. Rano Witek pamiętał jedynie, ze miał dziwny sen o rozmowie z samym sobą...
Zajęcia Yuu skończyły się wybitnie szybko. W końcu jak długo można spać na informatyce, czy nudzić się na angielskim?
- Czas dokończyć to co się zaczęło wczoraj - powiedziałem schodząc do garażu pod uczelnią - Hell Power Make Up!
Kilka sekund później byłem we Wrocku. Skan pokazał jedną kopię przed EMPIKiem. Teleport przeniósł mnie na dach Maca dając perfekcyjny widok na cały teren. Już szykowałem się do akcji, gdy nagle zobaczyłem coś co sprawiło, że zmieniłem zdanie. W kierunku kopii zmierzał Witek, a jakieś 50m. za nim szła Mirai najwyraźniej chcąca mu zrobić niespodziankę. Powitanie kopii i Witka oryginał uznał za zbyt serdeczne.
- Co ty mi tu za szopki odstawiasz? Kim jest ta... - Mirai urwała w pół zdania - To przecież ja!
- Jesteście pewne, że nie jesteście siostrami? - zapytał Witek, a ja skręcałem się ze śmiechu
- Nie ważne kim lub czym jesteś, Vi-chan jest mój! - krzyknęła Mirai
- Nie bądź tego taka pewna - odpowiedziała kopia
- Power of blood make up! - rozbrzmiało podwójnie i pojawiły się dwie Sailor Violence
- Teraz przekonamy się, czy jesteś wystarczająco dobra, by być oryginałem - powiedziała kopia wyjmując miecz
- Biedaczka - pomyślałem - zaraz dowie się na co stać oryginał
Mirai uśmiechnęła się szyderczo
- Uważaj bo się skaleczysz - powiedziała wyciągając swój
W mgnieniu oka rzuciły się na siebie krzyżując miecze. Tak jak myślałem Sword of Kaos kopii pękł pod naporem miecza Mirai.
- Już ci mina zrzedła? - zapytała Mirai
- Ależ skąd. Deadly pain!
- Nie zapominaj dziecko, że o jest mój atak i nic nie możesz mi nim zrobić. A teraz wymierzę ci karę - powiedziała Mirai wprowadzając swój miecz w ruch obrotowy - za próbę uwiedzenia Vi-chana oraz za podniesienie na mnie ręki karą jest śmierć.
Kopia została pocięta na drobne kawałeczki
- Moja kolej - pomyślałem materializując się przed nimi - Pozwolicie, że zabiorę ten miecz? - zapytałem
- A kim ty jesteś - zapytała Mirai - też szukasz guza?
- Jestem tylko przypadkowym przechodniem...
- Zaraz... Ja znam ten głos...
- Żegnam - powiedziałem teleportując się z mieczem na dach - Kto następny?
- Witaj kopio - powiedziałem pojawiając się przed Ticket boyem - nie zaatakujesz swojego oryginału - ostrze miecza przebiło go na wylot
- Odsuń się od niego - usłyszałem za plecami - Hebi-san isshon no kaku!
- Nie chcę z tobą walczyć Hebi - powiedziałem - chcę tylko wyrzucić śmieci...
- Powiedziałem odsuń się...
- OK., nie mogę pozbawić cię przyjemności dobicia go.
- Jak się czujesz? - Hebi przykucnął przy Ticket'cie
- To koniec - wycharczał Ticket - On ma cholernie pewną rękę...
- Morderca! - Hebi z nienawiścią w oczach podszedł do mnie - Zapłacisz mi za to! Hebi bloody anger cię ukarze...
- Nie sądzę - pstryknięcie palcami i zbroja Hebiego opadła na chodnik - Nie zniszczysz mnie ani ty, ani żadna istota ludzka. Żegnam... Hej! Nie mogę zlokalizować pozostałych kopii. Nieważne, niech się dzieje co chce. To w końcu tylko Korba Senshi...
Tymczasem Eriond , Landsil i Matsu spotkali się na jakimś zadupiu (przepraszam, na bardzo oddalonej od centrum dzielnicy) we Wrocku.
- Cześć Eriond - zawołał Matsu - co cię tu sprowadza?
- Dostałem list w którym był bilet na przejazd do Wrocka i z powrotem, plus mapa jak się tu dostać. Przyjechałem prosto po zajęciach, a wy co tu robicie?
- To samo co ty - odpowiedział Landsil - tylko biletu nikt nam nie zafundował.
- Nie narzekaj - odezwał się kobiecy głos zza krzaków - Eriond miał do przejechania 80 kilometrów.
- Pokaż się dziewczyno - krzyknął Matsu - Nie lubimy rozmawiać z niewidocznymi ludźmi...
- Coś ty taki niecierpliwy Matsu-san - odezwał się drugi głos - już wychodzimy...
- Przygotujcie się na niespodziankę - dorzucił trzeci
Dziewczyny wyszły z krzaków. W tym samym momencie nasze dzielne trio stanęło jak wryte.
- Co tak gały wytrzeszczacie - zapytała Sailor Eriondella - Korba Senshi nie widzieliście czy co?
- Wy jesteście Korba Senshi? - wyjąkał Landsil
- Ale przecież wy nie istniejecie - zawtórował mu Matsu - zresztato my jesteśmy Korba Senshi...
- A my jesteśmu wami - przerwała mu Landsilla - patrzcie.
Korba Senshi wróciły do swoich normalnych postaci wprawiając naszą trójkę w jeszcze większe osłupienie.
- Nasz czas w tym świecie się kończy - powiedziała kopia Landsila - dlatego zanim odejdziemy chcielibyśmy przekazać wam naszą moc, abyście mogli bronić królowej gdy nas zabraknie.
- Ale wy nie jesteście na czasie - powiedział Matsu - w SWAT może nastąpić rozłam, Jelly Senshi mogą przestać istnieć...
- Ale wy się nigdzie nie wybieracie - powiedziała kopia Landsila - więc moc wam się przyda.
- A do tego nie wiadomo gdzie w swoich ficach umieści was Hebi albo Yuu - dorzuciła kopia Erionda - Chcecie, żeby się na was bezkarnie wyżywali?
- Racja - przyznał Landsil - co musimy zrobić?
- Nic - powiedziała kopia Matsu - to my musimy się z wami połączyć
- OK., czekamy.
Kopie zmieniły się w parę i wniknęły w ciała oryginałów
- No to jak - zapytał Eriond - wyróbujemy naszą nową moc?
- Jasne!
- Zaporożec power make up!
- Titanic power make up !
- Skorbolamid power make up!
- To działa! Tylko jak się teraz nazwiemy? - zapytał Landsil
- Może od pierwszych słów naszych zaklęć? - zaproponował Matsu - ja będę Sailor Skorbolamid, Eriond Sailor Zaporożec, a ty Sailor Titanic.
- Może być - zgodził się Eriond
- Po raz pierwszy w życiu możemy być wdzięczni Yuu za jego Korba Senshi. Tylko dlaczego zamieniliśmy się w kobiety???!!!
Tymczasem Yuu siedział na dachu i rozmyślał.
- Jak to jest, że wszyscy dogadali się ze swoimi kopiami tylko ja nie? Może naprawdę jestem jakiś dziwny? - Yuu zmienił strój na swój ulubiony czarny płaszcz i okulary - Czuję, że muszę się napić - powiedział zmierzając w kierunku "Jokera".
Część IV: Nowa twarz w życiu Yuu
To była sylwestrowa noc ok. 23.30. Wracałem z imprezy i byłem w nadzwyczaj dobrym humorze. Nic dziwnego, pół litra, może rozweselić każdego.
- Życie jest piękne - pomyślałem - szczególnie jak ma się taka fajną grupę...
Nagle zauważyłem siedzącą na ławce płaczącą dziewczynę.
- Cholera - pomyślałem - nienawidzę widoku płaczącej kobiety. To takie smutne...
- Co ci jest? - zapytałem podchodząc do dziewczyny
Nieznajoma rzuciła mi się z płaczem na szyję. W tym momencie poczułem lekkie ugryzienie.
- Tak chcesz grać? - pomyślałem - No to się zabawimy. - zwiększyłem poziom alkoholu we krwi do maksimum - Smacznego! - powiedziałem
Wampirzyca upadła na ziemię. Podniosłem ją i teleportowałem nas na dach najbliższego budynku. Postanowiłem zadać jej kilka pytań jak tylko dojdzie do siebie. Gdy tak leżała na dachu postanowiłem jej się przyjrzeć. Musze przyznać, ze zrobiła na mnie wrażenie.
- Jest jeszcze młoda - pomyślałem - ma najwyżej 200 lat...
Nagle wampirzyca poruszyła się, a ja szybko zmieniłem się w Yuumei.
- Moja głowa - jęknęła - Co to było?
- Darmowy posiłek na mój koszt - powiedziałem pojawiając się przed nią - czemu zaatakowałaś tamtego człowieka?
- Od kilku dni nic nie jadłam, próbowałam się powstrzymać, ale głód był silniejszy. Gdybym wiedziała, że to ty, powstrzymałabym się.
- O czym ty mówisz? - zapytałem zaskoczony
- O tobie aniołku. Co ty robisz w takiej dziurze? Czy nie powinieneś być w jednostce? Twój dowódca na pewno się martwi - dorzuciła uśmiechając się złośliwie.
- Hmmm...Skoro już tyle wiesz, Hellfyre mode on! - Hellfyre Yuumei ukazał się w całej swej okazałości - Czy to wystarczy jako odpowiedź na twoje pytania?
- Szary archanioł? Wow, robi wrażenie...
- Powiedz skąd ty tyle wiesz? Przecież jesteś zwykłym wampirem.
- Nie takim zwykłym - uśmiechnęła się - Widzisz, ja też czasami bywam po drugiej stronie, a właściwie to po czarnej stronie.
- Po której stronie? - zapytałem zdziwiony skanując jej duszę - Co ty tam robisz?
- No siedzę, rozmawiam, wymieniam poglądy...
- Jakoś ci nie wierzę - mruknąłem analizując wyniki skanu
- Zabierz mnie tam, to się przekonasz.
- Z przyjemnością, tylko się nie przestrasz tego co tam zobaczysz.
- Nie martw się o mnie.
Krótka inkantacja i staliśmy przed wejściem do siedziby pierwszego anioła.
- No i jak? - zapytałem - Zapewne różni się od tego co widziałaś?
- Wcale nie, nawet trawnik dalej nie skoszony...
No cóż, musze przyznać, że trochę mnie to zdziwiło. Ale największa niespodzianka miała dopiero nadejść.
- Archanioł Yuumei prosi o audiencję - oznajmiłem strażom przed salą tronową
Strażnik pobiegł nas zaanonsować i po chwili wrócił.
- Mój pan z przyjemnością was przyjmie.
Weszliśmy do środka i podeszliśmy do tronu. Wtedy on się odezwał.
- Witajcie. Widzę, że tym razem musiałaś nieźle namieszać, skoro przydzielono ci taką eskortę.
Nie muszę chyba dodawać że te słowa wgniotły mnie w podłogę. Śmiertelnik pozostający w dobrych stosunkach z członkiem Trójcy? Teraz widziałem już wszystko...
- Nic nie zrobiła - odpowiedziałem - po prostu chwaliła się znajomością z tobą. Wydawało mi się to niemożliwe.
- Tak - odpowiedział - mi też wydawało się to niemożliwe.
Godzina rozmowy minęła jak 5 minut.
- Przydałoby się wrócić do domu skoro chcę jeszcze pobawić się w sieci - pomyślałem.
- Wybaczcie, ale muszę was opuścić - powiedziałem - wracasz ze mną wampirku?
- Nazywam się Mouse, aniołku. - odpowiedziała - Nie, wracaj sam. Ja tu jeszcze zostanę.
Szybki teleportacja i byłem przed swoimi drzwiami.
- Coś tu cicho - pomyślałem otwierając drzwi - Wszyscy śpią...O pierwszej w nocy w sylwka???!!!
Wszedłem do swojego pokoju i włączyłem komputer. Odpaliłem RAZER'a i wszedłem na Anime-PL.
Po jakimś czasie totalnej nudy zauważyłem wyraz "opole" w infie osoby o nicku Mouse która przed sekunda weszła na kanał... Zaciekawiony rozpocząłem rozmowę. Dawno tak fajnie z nikim nie gadałem na IRC'u. Zanim się spostrzegłem musiałem kończyć...Zostawiłem jej swój mail nie bardzo wierząc w kontynuacje znajomości, ale myliłem się. Napisała i dokończyliśmy rozmowę... Umówiliśmy się, że pożyczę jej kasetę. Gdy zadzwoniła do drzwi wyczułem znajomą aurę...
- Niemożliwe - pomyślałem otwierając drzwi
- Witaj aniołku - powiedziała Mouse stając w progu - znów się spotykamy...
- Cześć wampirku, wejdź - powiedziałem - Coś mi mówi, że jest to początek przyjaźni - dorzuciłem w myślach zamykając drzwi.
KONIEC
**********************************************************************************************
Uff! Dotarłem do końca. Oto cała historia zniszczenia świata Yuu... Od tej pory jak już będę coś pisał to będę trzymał się oryginałów...Jak zazwyczaj opinie, bluzgi , uwagi itp. słać do yuumei@poczta.onet.pl.
PS: Fic ten jest _bardzo_ odchudzoną wersją oryginału. Dla waszej wygody i z powodu mojego lenistwa wyciąłem wszystkie opisy.
